osiemdziesiąt sześć | sobota, 26 kwietnia 2008

zupełnie nieadekwatnie do tego, co czuje w żołądku
całkowite upodlenie, rozjebanie. naleśnik emocjonalny.

miałam być ogryzkiem; obgryzionym z miąższu i słodyczy odpadkiem
miałam zapłacić za to Czortowi całą sobą; Chochlikowi oddać duszę
z rozkoszą.
ależ nie! proszę, nic nie szkodzi, Moi Złoci, zróbcie ze mnie soczysty, ociekający lukrem
owoc i skonsumujcie wraz z moimi marzeniami
na ostro? w sosie słodko-kwaśnym? może szczyptę soli?

zabijecie, o tak
lecz wolniej niż byłabym w stanie zrobić to sama





__________
45,5 i ani grama mniej, tak?
nie chcę tam, gdzie chcesz mnie zamknąć
podobno z miłości
ale? -0-
osiemdziesiąt pięć | piątek, 25 kwietnia 2008
bo tak fajnie Ciebie mieć, Chłopcze z dynamitu!




<3



ale? -0-
still alive | wtorek, 22 kwietnia 2008
nim spłoną gwiazdy
niech zagrzmi Nosowska, a dietetyczna kola poleje się strumieniami
rozsypmy konfetti, nawdychajmy złotego kurzu i jedźmy zobaczyć koniec świata
proszę, to już ostatni raz


już nie wypada mi zgubić rękawiczki







/kwintesencją ukończenia przeze mnie piętnastego roku życia niech będzie to rozkoszne burknięcie żołądka.
//jak przyjdzie pora, to będzie rachunek sumienia.

http://kaamos87.wrzuta.pl/audio/4RqBsZ5DR3/


ale? -0-
pierwsza:dwadzieścia sześć | piątek, 18 kwietnia 2008
pamiętasz jeszcze jaki smak ma nasz kolor czerwony?
ten sam, którym obszywaliśmy poduszki, starając się rozproszyć koszmarny chłód jesiennych nocy; krwisto-bordowych. samotnych. bezlitosnych. pachnących kakao i zgniłymi płatkami maków.
tych samych - krwisto-bordowych, które kradłeś z sennych kreacji łąk i wplatałeś mi w rzęsy tuż o poranku. zalewałam się wtedy rzewnymi łzami. pamiętasz jeszcze? krwisto-bordowymi. ja bałam się mrożącego oddechu krwi, Ty tłumaczyłeś się alergią na zapach czerwieni. chłopaki nie płaczą powtarzałeś mi odgarniając niesforne kosmyki z krwisto-bordowych policzków i z wymalowanym na Twoich krwisto-bordowych usteczkach grymasem, chłopięcą błahostką, częstowałeś mnie tymi samymi, malinowymi landrynkami, urwanymi prosto z nieba. rozgryzaliśmy je, a od ukrytego wewnątrz, ich krwisto-bordowego nadzienia puchły nam krtanie. wybuchaliśmy wtedy śmiechem, na który stać tylko wariata, wyrwanego ze snu, z obłędem utajonym na dnie krwisto-czerwonej tęczówki. pamiętasz jeszcze?
tak naprawdę żadne z nas nie uroniło ani jednej gorzkiej łzy; nasze krwisto-bordowe, były słodkie. jak ciemne winogrona wpychane zachłannie do ust o poranku, które ktoś w nieuwadze, wychodząc, rozsypał wśród krwisto-bordowej pościeli. pachnącej lawendą i tytoniem. męskimi perfumami. Twoim podkoszulkiem.
pamiętasz jeszcze smak tych uśmiechów rozrzuconych na naszym niebie, skąpanych w krwisto-bordowej herbacie z hibiskusa, obtoczonych w karmelu, w papierku po pierwszej skradzionej krówce z cukierni za rogiem? kolory łatwiej zakosztować. kolory łatwiej powąchać. kolory łatwiej poznać niż ludzkie koszmarki. pamiętasz jeszcze?
ale? -1-

layout by yvi + chaste

{PLACE_POWEREDBY}