Zabawnie perwersyjna, zdrowo absurdalna rzeczywistość. Na wpół wypalona żarówka i mucha obłędnie krążąca wokół zgnitej mandarynki. Gdzieś na dworze, zdalnie sterowane dziwki. Wyplute z uczuć, pozbawione duszy. Panowie o sztucznym uśmiechu. Czuwając przy oknie, wraz z pająkiem wijącym nić życia, przyglądam się jak gatunek ludzki wymiera. Pierdole to.
Paznokcie mi się rozdwajają.
ale? -11-
34. | czwartek, 23 listopada 2006Miłość - jest to złożone pojęcie, którego nie daje się ująć w sztywną definicję. Często utożsamiana z uczuciem, które przejawia się w relacji do drugiej osoby (lub obiektu), połączonym z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia, także jest to relacja między osobami oparta na uczuciu miłości. Od wieków jest przedmiotem fascynacji i źródłem inspiracji dla twórców sztuki, literatury, psychologii, religii. Przez niektórych ludzi bywa uważana za sens życia ludzkiego – czyniąca je prawdziwym i w pełni szczęśliwym. Miłość jest niezwykłym zjawiskiem - na wielu ludzi wpływa w taki sposób, że czynią oni rzeczy dawniej dla nich niewyobrażalne, osiągają niedoścignione dotychczas cele, a wszystko w imię wszechwładnej miłości. Można ją również rozumieć jako wzajemne zaufanie, lecz owo zaufanie tak naprawdę jest tylko drobną częścią miłości, której w pełni zdefiniować samej w sobie nie można.
Nie wiem dlaczego. Poprostu chciałam to tu zamieścić. Tyle.
Imieniny dziś mam. Szkoda, że tylko ja o nich pamiętam. Wielka szkoda.
ale? -42-
33. | wtorek, 14 listopada 2006♫ Evanescence - Going Under
Znów popadajam w wir nauki. Jutro dwa sprawdziany, za dwa dni kolejne. Na przyszły tydzień grafik wypchany masą spraw, które miałam zrobić na wczoraj. Sama nie wiem w co ręce wkładać. Ledwo zdążę przyjść do domu, już czas rozpocząć naukę. Gdy ją skończę jest środek nocy, a moje oczy wielkości ziarenek piasku. Ambicje nie pozwalają zasnąć nieprzygotowanym do jutrzejszych lekcji. A zawrót który porozrzucał dawniej poukładane myśli znów wszystko psuje. Niczym za dmuchnięciem wiatru sypie się domek z kart, który tak długo budowałam. Nauczyciele tak wiele od nas oczekują, nie przejmując się, że na ten sam dzień mamy zapowiedziane trzy kartkówki. Jakby wszyscy umówili się, że sprawdzą ile jesteśmy w stanie wytrzymać. Jak dużo jesteśmy w stanie wkuć w tak krótkim czasie.
Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Czuję jak czas przelatuje mi między palcami. Wszystko zdaje się tak szybko biec. Tylko ja samotnie zostaję w tyle, nie mogac dojść do siebie. Każdy czegoś oczekuje, każdy chce by mu pomóc. Pisząc sprawdzian, sama nie zdążę go napisać lecz doradzę, podpowiem wszystkim w koło. Masa pytań, niejasności. Oczywiście zawsze pytania kierują się do Kasi, która niczym wyrocznia musi tłumaczyć wszystko czego sama często nie rozumie. Każdy sądzi, że czekam jedynie by móc mu pomóc, by nauczyć się za niego. Dlaczego? Bo Kasia ma o jedną piątkę za dużo. Bo Kasia uczy się zbyt dobrze jak na poziom jej klasy. Dziękuję bardzo. Wysiadam z tego pociągu.
Chłopiec z pierwszej klasy idący korytarzem, nie wadzący nikomu. Ktoś na moich oczach podłożył mu nogę. Dziecko wywróciło się a szklana butelka którą trzymał w ręku, pękła. Roztrzaskała się gdy upadł i uderzył twarzą o podłogę. Cały okaleczony i we krwi zaczął płakać gorzkimi łzami.
Świat jest zły.
ale? -28-
32. | piątek, 10 listopada 2006Kurdeszjegomać.
Zawaliłam sprawdzian z matematyki.
Swoją drogą, po co ona komu?
Jestem do niczego.
A tak na marginesie
Miło jest usłyszeć tyle ciepłych słów, chociaż wiem, że są one bezpodstawne cieszę się, że ktoś jednak jest w stanie rzucić do mnie nawet najbłahszym komplementem. Usłyszeć: 'wiesz, ty to całkiem śliczna jesteś' z ust tak wspaniałych osób, mimo iż paradoskane - miłe.
Mówiłam już, że kocham życie?
ale? -33-
31. | poniedziałek, 6 listopada 2006Oddaję złote pantofelki. Rezygnuję z roli kopciusza w tej bajce.
Zaszyta w cieniu, za kulisami egzystencji będę przyglądać się jak inni odgrywają sztukę pdt. moje życie. Może więcej zrozumię przyglądając się temu wszystkiemu jako niewinny statysta, z boku. Bo przecież jesteśmy jedynie marionetkami, bo przecież sztukę napisał ktoś inny, bo przecież to tylko życie, kiedy zechcę mogę je przeżyć jeszcze raz.
Co mówiłeś?
ale? -17-
30. | piątek, 3 listopada 2006Z nieba posypał się delikatny, biały puch - ach. Herbata dawno straciła swój zapach i smak, lecz to nic, nadal ją piję. Serce rwie się do życia, ale spokojnie - ono też zgnije. Zgnije, a ja zakopie je razem z rozumem. Bo, po co mi one?
Tylko to zdjęcie jest w stanie opisać moje uczucia. Sama tego nie potrafię, nie mogę. Boję się znów zburzyć mej oazy spokoju, schronienia przed nawałnicami uczuć. Chęci wyjechały na Syberie szatkować banany, zostawiając mnie tu samą. Zatopioną w pustce oczu.
Napisałam to wszystko pod wpływem chwili, gdy na stronie naszego gimnazjum przez przypadek natknęłam się na Twoją fotografię. Oniemiała zdębiałam, wciąż mam ją przed oczami. Teraz, gdy już wylałam z siebie wszystkie żale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, iż w dalszym ciągu przyjaźnię się z optymizmem i pogodą ducha. A w tylniej kieszeni dżinsów znów do szkoły przemycam moje poczucie humoru. Nie mam zamiaru oglądać się na Ciebie.
Dostałam od ojca banana. To w nagrodę, że grzecznie posprzątałam pokój? Może jutro jak wepchnę naczynia do zmywarki kupi mi melona? - taaak. Uwielbiam.
Mam problem ze zidentyfikowaniem liter na mojej klawiaturze. Mogłam go posłuchać i uważać z dawkowaniem kakao.
ale? -14-
29. | środa, 1 listopada 2006"Nie trzeba bać się zmarłych, lecz ludzi, wśród których żyjemy, bo tylko oni są w stanie nas skrzywdzić" - powiedziała moja babcia, gdy w zadumie, tkwiłyśmy przy grobie jej matki.
ale? -7-
